Jako że nad ww. produktem spędziłem już jakieś 50h, pozwoliłem sobie napisać parę słów na zachętę, albo też na przestrogę dla niektórych.
Po pierwsze musicie wiedzieć, że New Vegas, w przeciwieństwie do Fallouta 3, stworzony został przez środowisko devów które znamy z pierwszych dwóch Falloutów (Interplay) i nieco nowszych cRPG, takich jak Arcanum i Bloodlines (Troika). Zgodnie z tradycją dostaliśmy zabugowaną grę ze świetnymi dialogami, questami i elementami RPG. Przy czym na szczęście wyszły już ze 4 patche, najnowszy nie ma nawet tygodnia (w chwili kiedy piszę te słowa).
Po drugie, niestety, Fallout: New Vegas został zbudowany na bazie silnika Fallouta 3. Czyli widok z pierwszej osoby i śmieszny tryb real-time with pause, który w praktyce wygląda i działa jak bullet time z Maxa Payne.
Widać na powyższym filmiku legacy z FO3 (w którego nie grałem), czyli ragdolle robiące fikołki i kończyny odlatujące z ciał. Czemu głowa oddziela się od szyi przy strzale w głowę (nie w szyję), tego nie wiem… Pomijając estetykę, problemem pozostaje realizacja elementów RPG w konwencji FPS, czyli sposobu w jaki skille wpływają na efektywność bojową postaci. Nieco razi sytuacja, kiedy byle wieśniak-frajer przymuje na ryj kilka hedszotów. Tak samo rzecz się miała w 2D Fallotach, ale tam podobne absurdy łykało się łatwiej z racji symbolicznej grafiki. Postać wieśniaka można było traktować umownie jako figurkę potwora. 3D jest bardziej dosłowne.
Na pewno walka z New Vegas nie jest zła, tj. są elementy taktyki: strzelanie w części ciała żeby spowolnić/rozbroić wroga, różne typy amunicji, lunety, tłumiki, ironsighty… Czyli taki dobry FPS z elementami RPG, jeśli chodzi o samą walkę. Może to jednak nie wystarczać na niższych poziomach trudności. Ja gdzieś w połowie gry przestawiłem się na Very Hard. Wrogowie z nieco większą odpornością na ból i mocniejszymi atakami motywują do większego skupienia i staranności. Co nie znaczy, że gra jest „bardzo trudna”, chyba że ktoś gra pierwszy raz w życiu na komputerze, albo ma Parkinsona, albo jest niewidomy.
Warto wspomnieć o „Hardcore mode” przy okazji omawiania poziomu trudności. Gra wymaga wtedy od naszej postaci spania, jedzenia i picia. Jest to pewnego rodzaju udziwnienie, nie powiem uciążliwość, bo lekkie odwodnienie obniża nam niektóre statsy o 1, a czystą wodę zaskakująco łatwo jest znależć. W konwencji post-apoc woda powinna być raczej cennym surowcem, zwłaszcza że Vegas leży na pustyni. Sytuację odwrotną muszę policzyć jako minus. Nie chodzi mi o to żeby zawyżać poziom trudności, ale żeby ktoś pomyślał o zadbaniu spójnośći Falloutowego świata.
Przypuszczam, że devom przy tworzeniu „Hardcore mode” chodziło o urozmaicenie podróży i lekki ukłon w stronę „realizmu”. Wolałbym jednak, żeby zajęli się zamiast tego stworzeniem lepszego sytemu poruszania się po mapie. W systemie z FO3 można chodzić wszędzie na piechotę (zajmuje wieki), albp „podróżować” przez World Mapę, nie napotykając żadnych random encounterów. Jest to w gruncie rzeczy opóźniona teleportacja, bo czas płynie podczas „skoków”. Tęsknię za mapą z jedynki czy dwójki, gdzie czas podróży i random encountery odstręczają od „skakania” po lokacjach. Jedyne pocieszenie w New Vegas: wpierw trzeba odkryć lokację, żeby móc się do niej dostać „na szybkiego”. Łażenie po pustyni jest więc wymagane do pewnego stopnia.
Podróżujemy, walczymy, questujemy; jedni nas lubią, inni mniej. Wspomniałem na początku, że questy mi się podobają. Są zrobione z pomysłem i świetnie napisane. Mają często kilka rozwiązań i wątków. Rozczulający jest kompas, który pokazuje w formie radaru waypointy do rozwiązywania questów – na szczęście nie pokazuje wszystkich możliwych opcji. Czasami można iść na skróty, użyć skilla i ułatwić sobie życie, albo pogadać z kimś i obejść np. zamknięte drzwi (za pomocą skilla albo kasy). Podoba mi się często spotykana możliwość użycia w rozmowie skillów innych niż Speech, nawiasem mówiąc b. istotny i często używany w NV. Akurat nie szedłem w niego wcale, mimo czego często mogłem ciekawie rozwiązać rozmowę za pomocą innych umiejętności.
Nie skończyłem jeszcze gry. Kuszą mnie nieodwiedzone lokacje i nierozwiązane questy (w tym te związane z rekrutowanymi NPCami), no i zastanawiam się jak rozwiązać ostatecznie kwestię miasta Vegas. Pod koniec otwiera się dużo możliwości i pokazują się dość ważne opcje. Wiem już, że na koniec gry dostanę różne zakończenia dla miast i NPCów, tak jak w dwójce i jedynce. Z tego wzglęu poleciłbym grę fanom RPG, chyba że kogoś bardzo brzydzi strzelanie z pierwszej osoby. Jest to zrozumiałe. Ja jestem fanem hybrydy FPS-RPG, w tej kategorii gra świetnie się sprawdza. Na pewno nie jest to FO1/2, bo wtedy to się miało 16 lat, czyż nie?