cześć lamusy i inni nieszanowni czytelnicy. nazywam się wojtek i jestem wielce poważnym dziennikarzem branży growej. nie mam co prawda iksboksa, co mnie z góry skreśla pod kątem wiarygodności u niektórych, ale chuj z nimi. ważne, że sam o sobie myślę, że jestem ważny, a w rzeczywistości jestem za głupi, by móc recenzować książki, filmy czy płyty, bo słucham głównie radia i empetrujek na ajpodzie szafl, a z książek przeczytałem tylko janka muzykanta a i tak z trudem. na filmie się nigdy nie mogłem skupić, wolę oglądać modne seriale w stylu Frendsów, to teraz jest popularne.
nie o tym miałem jednak, wszak każdy wie jak bardzo poważani są redaktorzy za 3 zeta z opiniotwórczych pisemek i serwisów internetowych (a poważani są bardzo przez rzesze piętnastolatków, którym mama kupiła iksboksa na urodziny). miałem napisać profesjonalną i megarzetelną recenzję Bioshocka 2, gry, którą jeszcze niedawno co poważniejsi znawcy tematu skreślali, a dzisiaj jarają się czymś, gdzie wciska się jeden guzik na dwadzieścia minut, czyli hewi rejn, następce farenhajta, w którym to (jak zapewne pamiętacie, albo i nie, bo nie gracie w te nowe modne gry) trzeba było kręcić myszą, by się wczuwać. teraz przechodzimy do meritum. radzę się przygotować, bo będzie duża dawka OBVIOUSNESS-u, ponieważ nie można odstawać od ogólnego poziomu piśmiennictwa w BRANŻY.
Bioshock 2 jest kontynuacją Bioshocka jeden (no shit), gry, którą niektórzy nazwali megarewolucyjną i genialną, ale nie wiedzieli, że to tylko dumbed-down System Shock 2 w innej scenerii. nie wiedzieli o tym, dlatego, że pierwszą ich grą było jakieś halo (moar liek gaylo). Tu obrazek poglądowy dla tych, co nie wiedzą co to jest (w tym wypadku niewiedza jest błogosławieństwem):
Tak czy inaczej, pomimo tego że nic nowego ten cały Bioszok nie wniósł, był anyway dobra i podobała mi się ta gra, bo była ciekawa. Na tyle, że Sashh mógł ją przejść z siedem razy. Ach ta wizja utopii, idealnego państwa (w tym wypadku podwodnego miasta Rapture), w którym każdy inny, wszyscy równi. Szkoda tylko, że całą tę ideę szlag trafił, miasto pogrążyło się w chaosie. A wszystko przez jakieś durne morskie ślimaki.
No ale ale, zbaczam tu z kursu. Przecież miało być o grze, a nie o jakimś pieprzeniu o mieście pod wodą (zupełnie bes sęsu swoją drogą). Akcja Bioszokuw Dwuch toczy się 10 lat po skończeniu się części pierwszej. Rapture dalej istnieje, dalej jest zamieszkane przez wszystkich tych splicerów (po polsku GENOFAGÓW), jeno przywódca się zmienił. Otóż słynny Andrew Ryan odwalił kitę (o czym zapewne wiedzą ci, co doszli do połowy jedynki SPOILER ALERT), w jego miejsce pojawiła się niejaka Sofia Lamb. Pani ta jest tak nawiedzona (przez co wkurwiająca), że gorzej chyba się nie da. Jest ona mroczną przywódczynią sekty, zwanej jako The Family (zapewne po polsku to będzie „familia” albo „familiada”), a której celem jest odbudowanie Rapture przez głoszenie daremnych ideologii i pomysł stworzenia CZŁOWIEKA, KTÓRY BĘDZIE PRZECHOWYWAŁ WSZYSTKIE WIELKIE UMYSŁY Z RAPTURE I KTÓRY POŚWIĘCI SIĘ DLA DOBRA LUDZKOŚCI, WYZBYWAJĄC SIĘ SWOJEGO „JA”. Pomysł ten jest tak daremny, że nawet prototypowy Big Daddy, w którego się wcielamy, stwierdził, że musi pozamiatać. Nie będzie się przecież jakieś daremne barachło panoszyło po jego mieście, pierdoląc od rzeczy o pseudofilozofii. Przy okazji chcemy uratować Eleanor, swoją Little Sister, którą dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie Lamb porwała i którą chce wykorzystać do realizacji swojej idiotycznej idei.
Czyli gramy tym razem jako Big Daddy, dokładnie to jeden z tych prototypowych, a którego imię brzmi Subject Delta (czyli Oddział Delta w polskiej wersji zapewne). W miarę postępów fabuły odkrywamy tam kolejne szczegóły na temat samego siebie bla bla bla, nobody gives a fuck. W Bioszoku jedynce wkurwiało mnie to, że trzeba było ciągle przełączać między tymi plazmidami a normalnymi brońmi, na szczęście tutaj tego robić nie trzeba! Mamy od razu do dyspozycji dwie ręce (w końcu ktoś zauważył, że każda żywa istota tak ma) i możemy jebać plazmidami – podpalać, strzelać tam prundem czy robić SWARM RELOCATION – i zapodawać szczały ze szczotgana at the same time!111 Zmienił się również sposób hakowania, tym razem trzeba wciskać guziki w odpowiednim momencie. To tak, żeby się wczuć bardziej, rozumiecie. Albo i nie, bo jesteście za głupi, żeby zrozumieć coś tak pięknego i gracie tylko w jakieś kolejne wersje monopoly.
Wątek fabularny całkiem daje rady. Nawet pomijając idiotyczne gadki Lamb i jeszcze durniejsze pomysły można tam się nieźle wkręcić. Poza tym, że mało nowego tu w stosunku do jedynki, ale kogo to kurwa obchodzi, skoro dobrego ulepszać nie trzeba. Płaczą nad tą grą tylko lamusy za 3 zeta.
Czyli w skrócie pederaści i inni console-whores myślący, że każda gra musi być 9,3/10 i wnosić chujwieco do gatunku, w rzeczywistości będąc niedorozwojami i grając w Halo na iksboksie, a najleprzą grą ever (bo to, że jakaś gra się najlepiej sprzedaje nie znaczy, że jest best game ever xD) jest wg tych typów Modern Shitware 2. Bioshock 2 to dobra gra i chuj. Może nie różni się zbytnio od jedynki, ale kogo to kurwa obchodzi, skoro gra się w to lepiej niż w jakieś przereklamowane gówno.
Multi nie jest jakieś może aż tak atrakcyjne dla zjebów jak jakieś cheap gówno w stylu Kol of Djuty ostatniego, ale ja tam mówię, że gra się w nie fajnie. Wpasowuje się w całą historię a i fajnie jest tam poszczelać i ponakurwiać innych incinerate’em. Standardowe tryby – defmecz, defmecz drużynowy, ctf (tutaj trzeba tam przechwycić Little Sister w miejsce flagi) i… tam inne. Przyjemny dodatek.
Ocena? Oceny są dla pedałów nieumiejących przeczytać tekstu od początku do końca i wyciągnąć z niego wniosków. Moim zdaniem Bioshock 2 jest dobry, przyjemnie się gra i jest odtrutką na te fekalia, którymi zalewa się grających w dzisiejszych czasach. Bardzo mi się podobała ta gra, bo była ciekawa.


