Staropolskim „Heil Hitler” wypada powitać wszystkich wiernych jak rzeka czytelników. Mój powrót z krainy żenującego zajęcia jakim jest praca zbiega się z moim powolnym powrotem z krainy chujowych browarów. Dziś jak mam nadzieję ostatni egzemplarz tego rodzaju: VOLT STRONG. NIe będzie wiersza, jakoś nie moge będąc już po kilkunastu łykach volta.
Carlsberg Polska, alkohol: 6,3% ekstraktu nie podano, wartości średnie/powyżej średniej
CENA – 2,60 – no nie jest najgorzej na tym etapie. No ale to piwo aspiruje do średniaka, to i cena średnia.
GORYCZKA – na początku nic właściwie. Taki posmak ni to słodowy ni goryczkowy – identyfikuję go jako lekko podgnite jabłka… A potem w trzeciej fazie gorzekie cholerstwo. Słabizna.
SŁÓD – piwo raczej z mocnych. Raczej tez z chujowych – słodzik niby jakiś czuć, ale to nie jest słód piwny – raczej spożywczy. Chujowo. Druga nuta tego pseudosłodzika
POSMAK SPIRYTA – jest. Moc się tu bierze z wódy, nie z naturalnego procesu. GENOIS! [czyt: żenua!]
DODATKOWE UWAGI O SMAKU – nie mam. Jest takie chujowe że aż mało. Lepsze niż kaper, mniej wódziane. Ale ma wszystykie cechy złego piwa: zły posmak w ustach, smak wódy a nie piwa jednak dominuje. Brzydki kolor, traci gaz od razu, niepijalne w wyższych temperaturach… Zło.
OCENA W SKALI OD „1″ do „20″ – 4 – cztery aż, bo w porówniau do Kapera to to jest niebo w gębie. Ale już więcej nie kupię.

